fbpx

Rozdział 13 „Militech”

Zed nie doszedł jeszcze do siebie po wywrotce motocyklem, gdy poczuł mocny chwyt i siłą został wrzucony na tylne siedzenie samochodu. Seria pocisków z karabinu zabrzęczała na ledwie zatrzaśniętych drzwiach. Najemnik poczuł, że ma skrępowane ręce za plecami. Huknął nad nim strzał z ciężkiej broni i zapadła cisza.

— Stieczkin, ale im wygarnąłeś. — Głosy dobiegały zza niedomkniętej szyby.

— Spieprzali jak szczury.

— Pakujmy się stąd, bo gotowi wrócić. Wezwij furgon.

— Dawaj tutaj tego najemnika.

Do wnętrza zajrzał wielki drągal. Jedną ręką wyciągnął Zeda z pojazdu i postawił obok.

— Słuchaj najemnik — przemówił najniższy typ o szczęce tak szerokiej i ciemnej od zarostu jak szufla węgla. — Przepakujemy cię do innej fury. Jak będziesz grzeczny, to odbędzie się to delikatnie. Kapujesz?

Cała czwórka wyróżniała się ubiorem jak z taniego bazaru Ebuki – błyszczące dresy z czterema paskami, skórzane kurtki, a całości dopełniał dwudniowy zarost. Zed wiedział, z kim ma do czynienia – sowieccy najemnicy.

— A jak nie będę grzeczny? — zapytał retorycznie.

— Jak będziesz fikał, to Seriożka się wnerwi — odparł napakowany i mocno sepleniący typ. Wskazał przy tym na największego z towarzystwa, tego, który wyjął Zeda z samochodu. — A to nie będzie dla ciebie przyjemne. Dotarło do tego pustego łba?

— A czego w ogóle chcecie ode mnie?

— To już nie nasza sprawa. Pogadasz sobie na ten temat z kimś innym. My mamy cię tylko zapakować… O, jedzie twój transport.

Z dużą prędkością zbliżał się matowo czarny Villefort Columbus. Zatoczył koło, wzbijając chmurę pyłu i zatrzymał się przy Dodgu. Nikt nie wysiadł, ale drzwi przedziału ładunkowego otworzyły się automatycznie. Wewnątrz znajdowały się tylko dwie ławki, bez żadnych okien. Seriożka poklepał Zeda po plecach i wskazał ręką na furgon z sugestią, żeby wsiadł dobrowolnie. Najemnik bez zbędnego ociągania wgramolił się do środka i usadowił się na twardym siedzeniu.

Podróż trwała niecałe pół godziny. Zakończyła się w ciemnym garażu, gdzie pod eskortą czterech uzbrojonych strażników Zed przeszedł do windy. Cała piątka zjechała kilka poziomów w dół i udała się do pokoju o wielkiej lustrzanej ścianie.

W sali przesłuchań najemnika przeszukano i posadzono na krześle naprzeciwko biurka. Wyposażenie pomieszczenia składało się jeszcze z dwóch foteli i lampki na blacie.

Konwojenci rozstawili się po rogach, nie spuszczając palca z cyngla karabinka. Do pokoju weszli kobieta i mężczyzna. Ona ubrana w korporacyjną garsonkę i nowoczesne zaczesanie odkrywające wszczepy nad uchem. On w marynarce, opinającej wielkie barki i ledwo mieszczącej wytrenowane muskuły. Krótki jeżyk na głowie zdradzał dział militarny korporacji.

— Dzień dobry panie Zed — pierwsza zaczęła kobieta.

Jej partner usiadł sztywno, rzucił trzymane papiery na biurko i wbił wzrok w najemnika.

— Mamy do ciebie kilka pytań — kontynuowała. — Masz coś, co należy do nas, a co bezprawnie i w niejasnych okolicznościach wpadło w twoje ręce.

— Ach więc jesteście z Militechu — odetchnął Zed sarkastycznie. — A już myślałem, że to ruska mafia mnie napadła. Nie wiem, kto wam nagadał głupot, ale ja nic waszego nie mam.

— Proszę się nie wygłupiać takim gadaniem. Doskonale wiemy, dla kogo pracujesz i na czyje zlecenie wykradłeś Cyberoko. Chciałabym uściślić tylko kilka niejasności. Będziesz współpracował, to szybko pójdziesz sobie do domu.

— Doskonale was rozumiem, ale jednak nie pomogę. Nic nie wiem o waszym gadżecie. Ja jestem drobnym usługodawcą. Coś tam czasami przewiozę przez pustynie. I trzymam się z daleka od ludzi takich jak wy. Korpo praca mnie nie interesuje.

Kobieta sięgnęła po teczkę, wyjęła z niej plik fotografii i rzuciła przed Zedem. Na pierwszych znajdował się on sam, gdy jadł hot-doga na Corpo Plaza.

— No co, poszedłem na drugie śniadanie. Potem poflirtowałem sobie z fajną blondynką. A potem poszedłem załatwić sprawunki. I wróciłem do domu, gdzie naszła mnie ochota na przejażdżkę motocyklem. No i dalszy ciąg pewnie już znacie, bo napadły mnie te wasze sowiecki opryszki.

— Nie musisz się zgrywać. Doskonale wiemy, że spotkałeś się z Ev w celu przekazania jej naszego prototypu. Działałeś na zlecenie Kashi Corp. Jak nie zaczniesz normalnie gadać, to zajmie się tobą Tod. — Wskazała na wojskowego, który tylko pokiwał głową.

— Po pierwsze — kontynuowała — oddasz nasz egzemplarz testowy. Po drugie powiesz nam wszystko o zleceniach od Ev.

— Po pierwsze, nie mam nic waszego, a po drugie, to nie znam żadnej Ev. Jeśli ta blondynka ze zdjęć to ona, to pogadaliśmy sobie trochę, ale chyba nie jestem w jej typie. Wydaje mi się, że ona gustuje w gościach w białych kołnierzykach. Może spodobałby się jej Tod. Taki duży, napakowany i w nieskazitelnie śnieżnej koszuli.

Mundurowemu nawet mięsień na twarzy nie drgnął. Za to kobiecie puściły nerwy. Zerwała się z miejsca.

— Kurwa mać, co ty mi tu pieprzysz? — Trzasnęła dłonią w pulpit biurka. — Będziesz gadać, czy chcesz iść na mikser?

Usiadła i głośno odetchnęła. Jej towarzysz tylko uśmiechnął się na wspomnienie o mikserze, który w Militechu został udoskonalony do perfekcji. Podłączano człowieka do urządzenia skanującego fale mózgowe i tak jak w braindance przeglądało się wszystkie jego wspomnienia. Fonia, odczucia, obawy i wizje przewijało się jak na video. Wybierało się datę, godzinę i do woli szperało delikwentowi w jego świadomości.

W tym momencie rozległ się sygnał telefonu. Kobieta odebrała, potaknęła kilkukrotnie i wyszła z pokoju. Po kilku minutach wróciła i zebrała rozrzucone fotografie.

— Uznano, że szkoda czasu na grzeczne rozmowy. — Położyła dłoń na barku wojskowego. — Teraz Tod zajmie się tobą.

Facet wstał, uśmiechnął się do Zeda i wyszedł za kobietą. Strażnicy po chwili zbliżyli się i gestem nakazali powstanie. Otoczyli go i razem opuścili pomieszczenie. Na długim, ciemnym korytarzu nie było nikogo. Podeszli do windy.

Niespodziewanym ruchem Zed chwycił strażnika znajdującego się za nim i pchnął go na dwójkę z przodu. Kolejnego z tyłu trzasnął naładowanym siłownikiem ramienia w twarz, aż ten odleciał trzy metry i rozkleił się na podłodze. Kolejny cios trafił tego z przodu, jego głowa odskoczyła i trzepnęła o ścianę.

Zostało dwóch. Po krótkiej szarpaninie obydwaj na raz chcieli podnieść karabinki do strzału, lecz Zed wyrwał jednemu nóż z kabury na udzie i długim zamachem rozpruł im brzuchy.

Cios okazał się nieskuteczny. Ostrze zatrzymało się na kamizelkach kuloodpornych noszonych przez eskortę. Najemnik podbił wycelowaną w niego lufę karabinku. Chwycił za rękę tego z prawej i przewrotem wepchnął go na strażnika z lewej, który już mierzył do Zeda.

Nastąpiła kotłowanina i najemnik ją wykorzystał. Silnym pchnięciem umieścił nóż w szyi najpierw jednemu, a potem drugiemu konwojentowi.

Wcześniej wezwana winda zjechała, dźwięknął sygnał i drzwi otworzyły się. Zed chwycił jednego z zabitych i zaciągnął do środka. Przytknął dłoń do czujnika autoryzacji i wybrał poziom garaży. Pojechał kilka poziomów w górę i wysiadł.

Furgonetka stała w tym samym miejscu, gdzie zaparkowali. Zed podkradł się do niej i przez okno pasażera zajrzał do przedniej kabiny. W środku siedział znudzony szofer, oglądając film na ekranie. Niechybnie zauważył ruch, bo obejrzał się w stronę okna. Dobył broni i wysiadł.

Zed tylko na to czekał. Szybko przeturlał się pod podwoziem i z rozmachem podciął nogi kierowcy. Ten z głośnym łomotem zwalił się na ziemię, aż mu giwera wyleciała i potoczyła kilka metrów. Obejrzał się na najemnika i w tej samej sekundzie otrzymał cios butem prosto w nos.

Zed zerwał się i błyskawicznie usadowił za kierownicą. Karta startu tkwiła w czytniku, więc najemnik odpalił furgonetkę i z piskiem opon wycofał. Dopiero teraz zawył alarm.

Samochód wystrzelił do przodu jak z procy, rozbijając szlabany parkingu. Wyskoczył z garażu podziemnego na plac. Chwilę zajęło Zedowi zorientowanie się, że znajduje się w kompleksie Militechu. Jedna z bram wyjazdowych znajdowała na wprost. Jej strażnicy złożyli się do strzału i rykoszet kul rozdzwonił się o karoserię.

Najemnik wcisnął gaz do dechy i skierował się na środek przejazdu. Wartownicy uruchomili zapory drogowe. Grube na trzydzieści centymetrów walce powoli wysuwały się z podłoża. Furgon nabierał prędkości i pruł prosto na przeszkodę. W ostatniej chwili przejechał przez bramę. Zed usłyszał tylko głośny trzask i w lusterku zobaczył tylny zderzak zwisający na barykadach.

Auto z poślizgiem zakręciło w najbliższą uliczkę i znikło pośród normalnego ruchu ulicznego. Zed po czterech kilometrach opuścił tereny kontrolowane przez Militech i zjechał w ciemny zaułek, nad którym świecił szyld „Auto renowacja”. U znajomego mechanika zamówił usługę ekspresowego czyszczenia samochodu z zamontowanych nadajników, pozwalających namierzać aktualną pozycję auta.

Po sterylizacji najemnik skierował się do dystryktu Pacifica. Brak planu nie frasował go zbytnio. Zawsze działał ad hoc. Więc i teraz zamierzał wymyślić coś na miejscu. Dodał gazu i sprawnie przemierzał kolejne dzielnice Night City.

Wokół hoteli, szerokimi ulicami Pacifica rzadko kiedy poruszały się samochody. Czarny furgon wdarł się w ten krajobraz z ciężkim dudnieniem silnika. Najemnik zbliżał się do celu z dużą prędkością. Przejechał obok budynków, gdzie wcześniej został uwięziony. Zlustrował wejścia. W środku zauważył ruch, ale nie wiele dało się z tego wywnioskować.

Planował kolejny przejazd. Zawrócił na końcu drogi nad zatoką. Przed wejściem nikt nie stał, ale wnętrza nie dostrzegał. Słońce świeciło ostro i ciemność w środku uniemożliwiła dojrzenie szczegółów.

Wtem otworzyły się boczne drzwi i wprost przed maskę furgonu wyskoczyło dwoje ludzi. Zed wcisnął pedał hamulca z całej siły, aż poszedł dym z opon.

— Kurwa, co wy odpierdalacie!? — wykrzyknął najemnik. — Cholera przecież to ten konował.

Z wyjścia ewakuacyjnego wyskoczyło dwóch gangsterów. Zed wyszarpnął zza pasa karabinek, który zabrał strażnikom i gradem kul zalał ścigających. Przed frontowe drzwi powychodziło kilku członków Voodoo Boys. Nie od razu zorientowali się, co się dzieje i Zed miał chwilę na działania.

Otworzył tylny przedział. Siłą zaciągnął Ev i doktorka do niego. Wrzucił ich na podłogę.

— Głowy nisko i nie wychylać się! — nakazał im.

Wskoczył do szoferki. Dopiero teraz usłyszał i poczuł na samochodzie ostrzał gangsterów. Wrzucił bieg i pełną mocą silnika pognał przed siebie ścigany gradem pocisków.

Komentarze są wyłączone

Discover more from Jonathan Ocean

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading